Hartland. Pieszo przez Amerykę

Hartland - okładka książki
Hartland. Pieszo przez Amerykę Wolfgang Büscher Czarne 2013

Miłość i trud

Wydaje mi się, że Wolfgang Büscher ruszając w podróż przez Stany, nie był wcale nimi aż tak bardzo zainteresowany. Jakby stawiał sobie cel: “przejść, przetrwać”. A reszta? Przy okazji. Przy okazji być antropologiem, reporterem. Przy okazji posłuchać historii. Jednak przede wszystkim: zmierzyć się ze światem. Jego opowieść jest bowiem tak samo zapisem spotkań i przygód (czasem nawet ocierania się o śmierć), rejestracją krajobrazów Ameryki, co relacją o stanie ducha wędrującego. Tego, który przechodzi obok nurtu wydarzeń w tempie innym, niż owa rzeka zdarzeń zwykła płynąć. Büscher czasami wręcz ostentacyjnie odwraca się od tego, co mu świat podpowiada – pozwala porwać się w jakieś miejsce, a gdy jego przewoźnik zniknie za horyzontem, wraca do punktu wyjścia i idzie w inną stronę.

Nie jest to jednak podróż po omacku – Niemiec rusza w wędrówkę z bagażem wskazówek z książek i opowieści, historii i stereotypów o Ameryce. Jednak jeśli już przygląda się im z bliska, to właśnie z perspektywy nie-amerykańskiej. Nie dlatego, że przyszedł z dalekiego kraju, ale że patrzy na wszystko z pozycji piechura. Chce przejść Stany, bo jest to kraj, w którym nikt nie porusza się inaczej, niż autem. Tak mu się wydaje, a i w drodze z granicy kanadyjskiej do pogranicza meksykańskiego nie spotyka zbyt wielu pieszych wędrowców, co zdaje się tę tezę potwierdzać. Bo zbyt niebezpieczne są piesze wojaże? Bo włóczędzy budzą podejrzenia? Bo w kraju pędzącym przed siebie w historii nie można pozwolić sobie, by przystanąć, zabłądzić, tracić czas? Na każdą z tych interpretacji znajdziemy argumenty.

Fascynujące jest to, z jak wielką ochotą zmotoryzowani oferują mu podwiezienie. Tak jakby włóczęga kojarzył im się ze zbłąkaną duszą, która wymaga zbawienia (na misjonarzy Büscher również natrafi na swojej drodze). Przy okazji opowiedzą mu swoje historie, by poniósł je dalej. Kultura oralna potrzebuje skrybów. Nie bez powodu Büscher wybrał samo serce Stanów, granicę z której kiedyś ruszano na Zachód, by ją przemierzyć. Tam odkrywa, chwilę po tym, jak ledwie przeżył śnieżycę, że pół-wymarły Hartland kiedyś był Heartlandem.

Trud i miłość – oto dwa bieguny amerykańskiej duszy.

Advertisements

4 thoughts on “Hartland. Pieszo przez Amerykę

  1. Intrygujący temat. Książki Büschera nie znam, ale bardzo chętnie bym ja przeczytał.
    Również i dla mnie kontynent amerykański był czymś, z czym musiałem się zmierzyć. Zarówno jeśl.i chodzi o jego topografię, jak i kulturę, która się na nim pojawiła. Tylko Czy można było oddzielać Naturę od cywilizacji?
    Z tym i innymi dylematami dotyczącymi Ameryki próbowałem się zmierzyć choćby tutaj:

    http://wizjalokalna.wordpress.com/tag/szkice-o-amerykanskiej-scenerii/

    Pozdrawiam

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s