„Slacker”, reż. R. Linklater

Slacker, reż. Richard Linklater, USA 1991

Widziałem już kilka filmów Linklatera i z każdym seansem utwierdziałem się w przekonaniu, że nie był to czas stracony. Choć często w trakcie samego seansu zaczynałem wątpić w sens oglądania jego filmów – potrafią nudzić, bądź drażnić przeintelektualizowaniem (o ile nie dostrzeże się dystansu reżysera do “treści”). W przypadku “Przed wschodem słońca” i “Przed zachodem słońca” dawałem się uwieść od początku do końca – te filmy to moje absolutne top. Niepodważalnie. Ale już “Na przedmieściach” czy “Uczniowska balanga” (puszczane o pogańskiej porze) wymagały ode mnie olbrzymiej wytrwałości, by dotrwać choć do połowy. Jednak okupiona chwilowym przyśnięciem (dosłownie na zmrużenie oka, słowo!) druga część wciągała coraz mocniej, absorbowała uwagę w stopniu jeszcze parę chwil wcześniej nie do wyobrażenia. A podczas napisów końcowych, gdy za oknem zaczynało robić się coraz jaśniej, w głowie panowało już totalnie zagubienie. W zasadzie dość przyjemne, bo orzeźwiające.

Dlatego z wielką niecierpliwością czekałem, by obejrzeć “Slackera”. Seans był mocno rozczarowujący… Aż do puenty.. Mniejsza o szczegóły treści czy zakończenia: film warto obejrzeć, by wyłapać źródła gadatliwego stylu Linklatera. A może, przede wszystkim, zobaczyć, jak od samego początku potrafił operować filmową fabularną nudą (zupełnie inną, niż u Jarmuscha). Mimo mojego rozczarowania “Slackerem” uważam, że potrafi to robić po mistrzowsku – splatając nitki, które większość scenarzystów wyrzuca jako zbędny balast dla historii. Autor “Slackera” zdaje się tymi odpadkami interesować szczególnie mocno.

Do tego gęsty, duszny klimat (jego filmy najlepiej ogląda się w okresie apogeum lata), nieustanne wędrówki myśli i hipnotyczna praca kamery – o tym myślę, gdy myślę o filmach Linklatera. W “Slackerze” ten ostatni element widać wyraźnie: płynne przejścia od jednej sceny do drugiej – w zasadzie w żaden sposób ze swoją poprzedniczką nie związanej. Taneczne, czasem odrobinę chwiejne. Nieśpieszne, a zarazem wprawnie kierujące wzrok widza w kierunku znaków, które wywołują niepokój. Praca kamery podkreśla napięcie rządzące światem przedstawionym – między pragnieniem zmiany, a totalnym brakiem energii, by ich dokonać. W filmie brak punktu kulminacyjnego, choć wydaje się, że lada chwila coś Ważnego się wydarzy. Nic z tego – w tym świecie na kulminację nie ma szans. Kolejne leniwe minuty bez znaczenia jak płynęły, tak płynąc będą.

A w bliższym albo dalszym tle: obraz przedmieść, małych miasteczek, świata na uboczu Wielkiej Historii. Zwykłość, szarzyzna. Trochę dołujący obraz, od którego nie sposób oderwać wzroku.

Advertisements

One thought on “„Slacker”, reż. R. Linklater

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s