„Dno Oka”, Wojciech Nowicki

Wojciech Nowicki, „Dno Oka”, Wydawnictwo Czarne 2010

Mam ostatnio wrażenie, że przy powszechnej cyfryzacji szacunek dla materialnych śladów pamięci ulega dewaluacji. A może to tylko pochodna ogólnego zaniku skłonności do snucia refleksji nad przedmiotem (zwłaszcza przyczyną i sensem jego istnienia, który przestaje mieć większy sens przy produkcji seryjnej) na rzecz skupienia nad własnymi emocjami? Jeśli przyjmę takie założenie, wtedy „Dno oka” Wojciecha Nowickiego, będzie książką bardzo staromodną. Oto mamy zbiór refleksji, luźnych skojarzeń (ułożonych jednak w wywód brzmiący logicznie, sensownie i celowo) wypisanych z dwóch obszarów: materialnego, w postaci samej fotografii, oraz duchowego, intelektualnego przejawiającego się w erudycji gawędziarza-autora.

Czytając na głos jeden z esejów, odkryłem jak cudownie brzmią, gdy są wygłaszane. Są ak opowieść starego znajomego, który późnym wieczorem wyciąga ze skrzynki podniszczone fotografie, opowiada nam ich historię, wspomina zdjęcia, których już nie ma, a które zrobił w tym samym czasie i trochę próbuje zaimponować doświadczeniem. Ale Nowicki czytany w ciszy, bez głośnej artykulacji oczywiście też uwodzi: swobodnym tonem, lekkim falowaniem narracji, nieustannym zastanowieniem nad obrazem wzbogaconym olbrzymią wiedzą. Bibliografia jest tu pokaźna, ale na szczęście nie niezbędna do przyswojenia opowieści. Autor co prawda powołuje się na znane nazwiska – tak więc Barthes, Sontag, Urszula Czartoryska są wspominani często, co niby podkreśla rzeczowości refleksji, pozwala umieścić ją w szerszym kontekście i otwiera nowe pole do interpretacji. Ale szczerze mówiąc dla zwykłego czytelnika przypisy nie mają, aż tak wielkiego znaczenia. Gawędzenie Nowickiego jest wartością samą w sobie i wsparcia w autorytetach nie potrzebuje.

Każdy esej to pokłosie przyglądania się jednemu albo kilku zdjęciom. Schemat konstrukcyjny tekstów wydaje się być prosty i powtarzalny, przypomina więc naukową metodę, bądź filozoficzny, uporządkowany dyskurs:

1. opisać zdjęcie

2. opowiedzieć, co w nim mnie pociąga

3. znaleźć dla niego kontekst

4. pokazać rzeczywistość, do której odsyła (albo) pokazać jak samo w sobie jest cenne

5. dostrzec obszary na pierwszy rzut oka niedostrzegalne, a przez zdjęcie konotowane

Na takim układzie opiera się większość esejów. A same zdjęcia? Nie dotyczą wielkich wydarzeń. Nie relacjonują, nie mówią bezpośrednio o Historii. To ślady pamięci i to raczej tej mniejszej skali: prywatnej, rodzinnej, związanej z miejscem, konkretnym (choć nie wiekopomnym) wydarzeniem. Ta zwykłość jest wciągająca, bo zapatrzenie w zdjęcia jakich wiele mamy w albumie, pokazuje drogę, którą sami możemy podjąć przeglądając np. rodzinne archiwum. To wskazówka, jak szukać znaków, gdzie odnajdywać sensy, jak wzbogacać rzeczywistość.

W szczególności uwiódł mnie rozdział ostatni – poświęcony niszczejącym zdjęciom. Pełen melancholii (choć ta zdaje się być obecna w wielu tekstach w tym tomie) jest historią znikania, tym smutniejszą, że jak zauważa Nowicki: fotografia to próba przezwyciężenia czasu. Zatrzymania pamięci, utrwalenia jej, nadania ulotnemu zdarzeniu wymiaru nieskończoności. A każdy rozpad zdjęcia – czy to materialnego, czy cyfrowego zamieniającego się w szum pikseli – to porażka w utrwalaniu Przegrana w walce z czasem. A czy może być coś bardziej deprymującego dla archiwisty, jakim jest fotograf, niż gubienie tomów historii?

Advertisements

7 thoughts on “„Dno Oka”, Wojciech Nowicki

  1. w większości się z tobą zgadzam, szczególnie jeśli chodzi o ostatni rozdział. jedno tylko uważam za naciągnięte – nowicki pisał o co najmniej dwóch ważnych historycznie zdjęciach :]

    Lubię

        1. A to tak. Oczywiście brałem to pod uwagę. I zastanawiałem się, czy uznać je za „nieprywatne”. W mojej ocenie, choć dotyczą wydarzeń znaczących, to same w sobie są bardzo osobiste – a to konkretni powstańcy, wcale nie jakieś znaczące osobistości, a to Piłsudski w roli zwłok, nieboszczyka, nie zaś pomnika wielkiego wodza. Oczywiście interpretować można różnie: ja uznałem je za zdjęcia jednak o charakterze prywatnym, niemitogennym. Ale mam świadomość, że klasyfikować można je też inaczej.

          Lubię

          1. O ile co do zdjęcia powstańców mogę się zgodzić, to uważam jednak, że śmierć wodza to ważne historycznie wydarzenie, a poza tym zauważ, że były tam dwie, dość różne, fotografie. tak czy inaczej tego typu zdjęcia były w mniejszości. próbuję jeszcze znaleźć w nich jakieś ulubione.

            Lubię

            1. Nie chciałbym się kłócić, bo nie jestem rzecz jasna w 100% przekonany o tezie co do prywatności fotografii, ale myślę, że i moje, i Twoje stanowisko można obronić. A co się tyczy zdjęć ulubionych – to moim chyba są te z tureckiego „haremu”, albo te rozpadające się. Z miłości do rzeczy zepsutych.

              Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s